O co chodzi? Czego w branży brakuje?

Nadal mam wrażenie, że branża nie może wyjść z wieku dziecięcego. Ciągle brakuje wiedzy czy dokładniej – jej wykorzystania. Czy może nie wiedzy, a jak to mówi obecna młodzież – ogarnięcia się. Poniżej kilka braków i mały apel.

Brak sternika?

Patrząc przez to, jak branża bezpieczeństwa i jej wąski segment, jakim jest ochrona fizyczna, działa w innych krajach mam wrażenie, że nadal poziom krajowej kadry na wysokim szczeblu w wielu firmach pozostaje na poziomie „szczęk” na stadionie X-lecia. Co ciekawe – kadry często dobrze wykształconej. Jest to dość kuriozalna sytuacja. Ot taki opis, prawdziwy przypadek chyba sprzed 4-5 lat:

Wykształcony manager ma przygotować kalkulację kosztów kontraktu. I bierze… kartkę papieru. Mając obok komputer z Excelem (arkuszem kalkulacyjnym), który zlicza za niego. Wiem, że ów manager posługuje się dość biegle Excelem, ale… kartka wygrywa.

I tak jest w wielu innych sprawach… Brak sternika rozwinę niżej – w zagubionym profesjonalizmie.

Brak działania systematycznego

Zobaczcie drodzy Czytelnicy jaki paradoks. Dopiero jak dziennikarz (mowa o artykule o przejęciu Konsalnet w Rzeczpospolitej) pisze o branży, zaczyna się dyskusja o przyczynach i skutkach. Do analiz biorą się „specjaliści” z silnym wsparciem „działu analiz Google”.
A dlaczego tak jest? Dlaczego, mimo wielu organizacji branżowych, czy pracowniczych, czy pracodawców nie ma na dziś jednej, spójnej organizacji, która będzie badała rynek? O tym, jak badania bez zrozumienia specyfiki robiła uznana firma już kiedyś pisałem. Okazało się według badań tejże organizacji, że rynek nam rośnie… A według moich wyliczeń to był wzrost pozorny, bo wynikał z ozusowania umów. I jedyne co urosło, to składki i podatki.

Wyliczenie i artykuł tutaj: Wzrost wartości branży

A przecież to wszystko nie jest trudne. Wymaga jedynie systematycznej pracy, a nie skoków i strzałów. Analiz dopiero przed zmianami (tak jak zrobiły organizacje pracodawców). A przecież materiał jest, ludzie są, analizy można prowadzić. Nasza – ciągła, która była pytaniem o zarobki trwała od 3 lat. Publikacji było kilka, obecnie jest w zmianie, bo są nowe okoliczności.

Ale to na potrzeby nasze własne, choć tu znów zaczynam wracać do koncepcji uruchomienia organizacji non-profit, tzw. Think-tanka branży bezpieczeństwa. Bo ciągle i wciąż brak mi jest dobrych analiz, dobrych prognoz i komentarzy rynku.

Utracony profesjonalizm

Pozostańmy przy wątku strategicznym na chwilę. Otóż bywam w wielu firmach ochrony w Polsce. Z reguły moim zadaniem jest wsparcie w tzw. „zaawansowanym bezpieczeństwie”. Na końcu o tym, jak … kuriozalne i dziwne jest to wsparcie.

W owych firmach ochrony spotykam się z zarządzającymi – od prezesów, przez dyrektorów. Czasem zdarzy mi się pogadać z członkiem rady nadzorczej. I często po tych wizytach mam niesmak. A w sumie dwa rodzaje niesmaku:

  • Z zawodu jestem „dyrektorem”
  • Zagubiony, utracony profesjonalizm

Z zawodu jestem dyrektorem…

Wizytówka świetna, ale jak zaczynamy gadać, to… chyba stanowisko tylko motywacyjnie, bo dyrektor kieruje ochroną. O dyskusji na poziomie strategicznym podejściu do klienta z rozumieniem jego potrzeb cienko. Mało tego – to KLIENT sam musi wiedzieć czego chce. A potem opłakane skutki, bo firma chce ochrony, a dostaje tylko pracownika z napisem OCHRONA. Pisałem o tym w artykule: Leasing Pracowniczy. Dodam tylko, że działanie takie jest niezgodne z prawem, bo uprawniony z mocy ustawy do organizowania pracy pracowników ochrony jest kwalifikowany pracownik ochrony fizycznej.

Zapomniany, zagubiony profesjonalizm

Drugi niesmak to spojrzenie na nieco inną kadrę zarządzającą. O ile w przypadku „z zawodu..” – brak jest często formalnego przygotowania do zarządzania, więc w sumie to smutni ludzi i nieco mi ich żal, o tyle ta druga grupa jest zdecydowanie mniej zasługująca na współczucie. Bywa, że na ścianach wiszą dyplomy ukończenia studiów z zarządzania, z zarządzania bezpieczeństwem, trafiają się MBA (międzynarodowe studia managerskie na naprawdę najwyższym poziomie). I co? I nic… Oczywiście z wyjątkami, ale jest ich naprawdę niewiele.

Szkoda, że to nic jest od lat.

W listopadzie 2011 roku pisałem:

Branża ochrony mam wrażenie, nie podniesienie się z marazmu i nijakości, jak osoby zarządzające nie będą używały tego, co potrafią i czego się nauczyły.

To cytat z wpisu na blogu, który nieco … „zapuściłem”. Ale chyba wrócę. Wpis nosił dość znamienny tytuł: Zagubiony profesjonalizm

Wiele się nie zmieniło. W 2014 roku – Utracony profesjonalizm. Tu pojawił się po raz pierwszy aż tak wyraźnie zaznaczony apel o tym, żeby po prostu wszyscy robili co do nich należy. Aż tyle i tylko tyle (ostatni akapit).

Odnajdźmy profesjonalizm

Niemniej, aby zacząć robić swoje, warto by odnaleźć ten profesjonalizm. I nieco zatrzymać się w pędzie za nowymi klientami, a nieco zastanowić, co firma będzie robić za 3-5 lat. Bo działanie „na chwilę” mam wrażenie, że ma mało sensu.

Róbmy swoje

Wiele osób obserwowało wydarzenia w Londynie z ubiegłego tygodnia. Jak widać, straty naprawdę wyjątkowo małe (jak porównać podobne zamachy w Berlinie i Nicei). Druga, bardzo istotna rzecz – to kwestia zarządzania całą sytuacją. Nie, nie jest to tylko zarządzanie kryzysowe, nad którym w naszym kraju doktoryzuje się masa specjalistów i czasem „specjalistów”. To co widać w Londynie, to już „resilience” – czyli odporność miasta na zdarzenia.

Dla zainteresowanych:

A skąd się bierze takie szybkie opanowanie sytuacji? I tak spokojne i precyzyjne działanie? A otóż z tego, że każdy robi swoje. W kontekście ochrony fizycznej też o tym pisałem, szczególnie chciałem zwrócic uwage na specjalistów „z bramy”. Czyli pracowników ochrony, którzy nigdy i nigdzie nie zorganizowali żadnej ochrony, żadnego systemu. Najwyższy poziom, jaki osiągnęli to czasem dowódca patrolu, czy zmiany. Ale do krytyki systemów są pierwsi… Kiedyś zbiorę te wszystkie wesołe porady i spróbuję zbudować system ochrony oparty o nie. Będzie chyba wesoło…

To chyba trzeci – najgorszy gatunek w ochronie – wszystko wiem, bo, uwaga cytat z jednego z audytów w 2012 roku (zakład przemysłowy). Pochodzi z wywiadu z dowódcą posterunku ochrony  (pisowania zgodna z wypowiedzią):

Panie, ja wszystko wiem bo ja mam dwójkie…

Link do artykułu, gdzie opisałem moje ubiegłoroczne obserwacje vs nasze Narodowe Centrum… takie jedno z narodowych:
https://www.linkedin.com/pulse/zaufanie-podstawa-grzegorz-greg-krzeminski

W sumie wyszedł całkiem ciekawy apel:

Odnajdźmy profesjonalizm

i

Róbmy swoje

PS. Napisałem o nieco „kuriozalnym” uzupełnianiu usług agencji moimi działaniami. Felieton już długi, streszczę więc. Robię:

  • Identyfikację i analizy zagrożeń wraz z oceną ryzyka (jeśli są wystarczające dane);
  • Audyty ochrony, audyty systemów zarządzania ochroną fizyczną i audyty bezpieczeństwa fizycznego;
  • Wdrożenia systemów – w tym szkolenia z zakresu… ochrony fizycznej (ustawy, przepisy uprawnienia – naprawdę!);
  • Identyfikuję zadania ochrony fizycznej wynikające z innych obszarów;
  • I wiele, wiele innych….

Mało tego, to się nazywa „zaawansowane usługi ochrony”. A w niektórych przypadkach sprzedawane jest to jako „bezpieczeństwo biznesu na najwyższym poziomie”.

Wybaczcie, ale … jak spojrzycie w Metodykę KGP choćby, to tam te wszystkie działania powinien umieć i wykonać kwalifikowany pracownik ochrony, organizujący i nadzorujący ochronę. Metodykę stosuję jako wytyczną, z racji dość ograniczonych publikacji w języku polskim.

  • I jest tam:
  • Charakterystyka obiektu (identyfikacja procesów i zasobów, do objęcia ochroną fizyczną);
    Analiza zagrożeń (do oceny ryzyka raczej ochrona nie zostanie dopuszczona, bo to za dużo informacji);
  • Ocena stanu bezpieczeństwa (to nic innego jak audyt bezpieczeństwa);
  • Ocena stanu ochrony (to nic innego jak audyt ochrony fizycznej);
  • Idąc dalej – czasem tworzę siatkę bezpieczeństwa (takie ciekawe narzędzie z zarządzania kryzysowego) i dodaję zadania dodatkowe ochronie. Nie – w sumie nie dodaję, a jedynie wpisuję te, które znalazłem w innych dokumentach z innych obszarów bezpieczeństwa. I co ciekawe w tym? A tyle, że Metodyka KGP dokładnie to samo mówi, że jeśli takie zadania są, to mają być wpisane do planu ochrony.

I w sumie na tyle „dodatkowych” usług, sprzedawanych nieświadomemu klientowi jako „ekstra usługa, najwyższy poziom” i inne nośne hasełka. Szkoda, że klient nie jest świadomy, że to jest normalne działanie kwalifikowanego pracownika ochrony.

A dodatkowe usługi mogą objąć:

  • Wdrożenie na obiektach systemu w oparciu o BS 16000:2015 (strategiczne i operacyjne zarządzanie bezpieczeństwem);
  • Uzupełnienie usług o zakres np. ochrony przeciwpożarowej (zagrożenie dla mienia i życia wielu osób, więc pokrewnie), ochrony informacji (poszerzając zakres ochrony informacji prawnie chronionych) – oczywiście odpowiednim człowiekiem. Całkiem nieźle integruje je się z ochroną fizyczną;
  • Ochrona informacji, w tym dane osobowe. O tak – też się świetnie integruje. W sumie dobrze, jak się integruje swoistą triadę: fizyczne, informacje i pożarówka. Wszystkie prawnie wymagane elementy działają w oparciu o … fizyczną.
  • I wiele, wiele innych zależnych od charakterystyki chronionego obiektu. Ale na rany… nie podstawowe zadania ochrony fizycznej!
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZgubiona broń
Następny artykułRówni i rolnicy?
Grzegorz Krzemiński
Z ochroną fizyczną osób i mienia związany od 1995 roku. Pracował na większości stanowisk w ochronie osób i mienia. Zajmował stanowiska wykonawcze i kierownicze w agencjach ochrony, do poziomu kierownika działu ochrony. Licencjonowany (obecnie kwalifikowany) pracownik ochrony fizycznej i zabezpieczenia technicznego. Wykonywał ochronę na podstawie przepisów o ochronie osób i mienia oraz na podstawie przepisów o ochronie informacji niejawnych (pion ochrony).