Dzieje się… można powiedzieć. W ubiegłym tygodniu rynek obiegła informacja o sprzedaży Konsalnetu chińczykom.

Pisaliśmy o tym tutaj: Konsalnet chiński?

Dziś umysły rozpala kulawa realizacja koncepcji narodowych służb ochrony, które przypomnę, miały stanowić służbę ochrony, skierowaną do ochrony najważniejszych obiektów w Polsce, ale też i spółek skarbu państwa. Pomysł wstępnie spalił na panewce, bo „brutalnie skradziono nazwę”. BOR ma chrapkę na Narodową Służbę Ochrony.

Poczta Polska

Może tylko nadmienię, że to drugie „grzanie umysłów” wynika z publikacji Rzeczpospolitej z 23.03.2017 – o Poczcie Polskiej, która wchodzi, czy dokładniej wraca do gry jako istotny gracz na rynku.

I właśnie jako, cytuję: – „Narodowy Operator Pocztowy” (a więc już narodowy dotarło też do poczty), Poczta Polska ze swoim pionem usług, staje się dobrym sposobem na realizację koncepcji narodowych służb ochrony. Tylko ta koncepcja również jest nieco… kulawa. Poczta Polska jest podmiotem rynkowym, który ma działać na zasadzie wolnego rynku. A więc jest organizacją nadal nastawioną na zysk. Czyli również ją będą obejmować zasady rynku – koszty usługi vs stawka. A ta ostatnia nie jest … wybitna w segmencie, do którego jak wynika z artykułu, PP ma startować. Chyba, że doczekamy się spec ustawy…

Walcem po branży

Wybaczcie drodzy Czytelnicy, ale muszę… Otóż jestem w branży od 21 prawie 22 lat. I od lat, od czasów gdy weszły przetargi, w tym przetargi na ochronę obiektów obowiązkowej ochrony. Od czasu, gdy przetargi te mają kryterium cena (najpierw jedyne, potem główne), niemalże cała branża marudzi o tym, jak słabe są to stawki. Jak to trzeba z PFRON się zaprzyjaźnić, a potem kopać. Jak to… itd.

I nagle wchodzi (wraca) gracz pod nazwą Poczta Polska – i zabiera ten jak wcześniej rozumiałem, zły segment branży. Te przetargi poniżej ceny, te słabe kontrakty.

I larum? Znaczy wielka awantura? Że w końcu ktoś zabiera te słabe kontrakty, niskomarżowe, trudne, bo ciągle się czepiają „badacze pisma świętego”. I ciągle kary, sztywne stanowiska negocjacyjne…

No więc o co chodzi? Te złe kontrakty, tak kiepskie finansowo, a dyskusja na całą Polskę i po cichu, że to skandal, że to łamanie zasad rynkowych. Nie bardzo rozumiem, bo jeśli jest jakiś segment, który mnie nie interesuje, czy warunki pracy w nim są nienajlepsze, to … po prostu nie pracuję dla niego.

Tu wygląda to zgoła inaczej…

Czy można było przewidzieć?

Oczywiście. Analizy strategiczne – nazwa brzmi strasznie, ale nie jest straszna. Kawałek analiz przedstawiłem w artykule „P – jak potknięcie” publikowanym na PulsOchrony.pl (w trakcie zmian, więc nie oceniajcie wyglądu otworzyłem ze względu na link). Artykuł dotyczył…  utraty ochrony portu lotniczego. Przez jednego z dwóch wymienionych graczy – a więc Konsalnet. Dziś bym zmienił tylko jedno zdaniem, zamieniając słowo KONSALNET, na firmy prywatne sektora ochrony fizycznej:

A po drugie – Konsalnet musi znaleźć swoje miejsce na rynku – ale chyba z mniejszym udziałem w portfelu usług realizowanych dla sektora publicznego.

Link do artykułu „P – jak potknięcie”

Rok… i miesiąc

Jak widzicie drodzy Czytelnicy – rok i ponad miesiąc temu (artykuł na PulsOchrony.pl napisany został 17.02.2016, dziś mamy 26.03.2017) można było przewidzieć pewne działania i zmiany na rynku. To nie jest trudne, o ile się w tym kolokwialnie mówiąc „siedzi”. Mechanizm jest podobny do tego co Jacek z naszego zespołu redakcyjnego „wyprawia” na handlówkach. Już na wejściu widzi, że osoba to „amator kwaśnych jabłek”. Podobnie w przypadku strategii i zarządzania strategicznego – po 12 latach po prostu widzę pewne zmiany. Ale pytanie brzmi:

Skoro ja jestem tylko doradcą na tym rynku, wspieram w opracowaniu analiz i potem strategii i widzę – to co widzą ci, co na co dzień realizują i zarządzają? Czubek nosa i ochroniarza, co nie zawiązał buta lub ma krzywo krawat?

Panie, a oni się nie znajo…

(pisownia celowa)

Jak widać, branża nadal ma dość ciekawy sposób budowania własnych referencji czy opinii. Otóż, tak całkiem typowo po polsku (naprawdę w UK tego nie widzę):

Chwalimy się tym, czego nasz konkurent nie umie.

Idiotyczne prawda? A przecież jakby autorzy komentarzy mieli nieco pojęcia o organizacji bezpieczeństwa lotnictwa cywilnego to by wiedzieli.. na podstawie czego to działa, że zmiana organizacji świadczącej usługi nie zmienia zasad wykonywania.

A personel i kwalifikacje? Są na rynku. Wystarczy odpowiednia ilość kasy, dobry program motywacyjny (czego raczej próżno szukać w polskich agencjach, jak i pozostałych), sensowny regulamin wynagradzania plus ciekawe ścieżki rozwoju zawodowego i można skupić w firmie naprawdę kwiat ochrony.

Mam wrażenie, że wielu komentatorów chyba… nie, zostawmy to na następny raz. Również to, że na dziś nie ma żadnego systemu porównania firm, oceny ich poziomu usług, etc. Więc takie stwierdzenia, że ktoś czegoś nie potrafi ociera sie chyba o Kodeks Karny. Ale jak widać – przypadek City Security sprzed kliku lat nikogo niczego nie nauczył (przypomnę – referencje w ten sposób przedstawiał z tego co pamiętam Konsalnet, Solid Security).

Czego brak, czego za dużo?

To już tytuł kolejnego felietonu. Bo mam wrażenie, że nieco branża się zagubiła. Ale już naprawdę lata temu. Zapraszam do przeczytania w przyszłą niedzielę. Będzie dość ostro…